Siłownia w mieście – nie chodzisz, nie żyjesz?

pic11
22 lipca

Dzisiaj chodzenie na siłownie to coś więcej niż trening i dbanie o swoje ciało. To modne bywanie w miejscu, które zaczyna przypominać centrum handlowe, gdzie każdy może wejść i znaleźć coś dla siebie. To nowy styl życia. 

Siłownia’90 tylko dla elity

W latach 90. Siłownia nie przypominała miejsca do walki z otyłością. Wtedy była elitarnym klubem dla kulturystów. Umięśnieni mężczyźni, piękne wysportowane dziewczyny. Do siłowni chodziło niewiele osób – część bywała tam regularnie dbając o ciało i chcąc wyglądać jak Arnold, a część z powodów zdrowotnych. Siłownie były małe, w domach kultury albo bogatych hotelach. A później przyszedł czas wielkich sieci fitness clubów i wszystko się zmieniło.

Trend na fitness

Na początku wystarczyło mieć karnet w portfelu. Nawet nieużywany. Ale już zmienił się sposób myślenia. Siłownie jest dla wszystkich, nie tylko dla mięśniaków. Potem zaczęły powstawać miejsca dedykowane dla określonych grup – dla kobiet, dla biznesmenów. Chodzenie na siłownie zaczęło wyznaczać status społeczny, a połowa bywalców deklarowała, że chodzi tam dla towarzystwa, a nie samych ćwiczeń. W końcu – Polacy ruszyli się z kanap i zaczęli o siebie dbać. Do pojedynczych sprzętów właściciele siłowni dołączyli cos jeszcze. Zajęcia grupowe. I to był strzał w dziesiątkę. Teraz po prostu nie wypada o siebie nie dbać, nie wypada siedzieć przed komputerem skoro można ten czas spędzić na bieżni.

Web Spectrum 2017